utworzone przez red. K. Łuczak | maj 24, 2026 | Badania naukowe, Nauki medyczne i o zdrowiu
Post pozorowany, określany w literaturze jako Fasting Mimicking Diet — FMD — jest krótkotrwałą interwencją dietetyczną zaprojektowaną tak, aby wywoływać część efektów biologicznych klasycznego postu, przy jednoczesnym dostarczaniu niewielkiej ilości energii i składników odżywczych. W ostatnich latach FMD stał się przedmiotem intensywnych badań, zwłaszcza w kontekście metabolizmu glukozy, insulinooporności, stłuszczenia wątroby, starzenia biologicznego oraz markerów funkcji układu odpornościowego. Szczególne zainteresowanie wzbudziło badanie opublikowane w 2024 roku w „Nature Communications”, w którym wykazano, że cykle pięciodniowej diety imitującej post wiązały się ze zmianami markerów krwi, tłuszczu trzewnego i wątrobowego oraz szacowanego wieku biologicznego.
Celem niniejszego artykułu jest omówienie mechanizmów działania postu pozorowanego, przedstawienie najważniejszych wyników badań oraz wskazanie ograniczeń interpretacyjnych. FMD należy traktować jako obiecującą, ale nadal wymagającą dalszej walidacji interwencję metaboliczną, a nie jako uniwersalną metodę „odmładzania”, leczenia chorób nowotworowych czy zastępnik terapii medycznej.
Wprowadzenie
Post jako praktyka biologiczna, religijna i kulturowa towarzyszy człowiekowi od tysięcy lat. Współczesna nauka nie interesuje się nim jednak jako rytuałem, lecz jako bodźcem metabolicznym. Ograniczenie podaży energii, zwłaszcza białka i węglowodanów, uruchamia w organizmie zestaw reakcji adaptacyjnych: spadek poziomu glukozy i insuliny, zwiększone wykorzystanie kwasów tłuszczowych, produkcję ciał ketonowych, zmianę aktywności szlaków sygnałowych związanych ze wzrostem komórkowym oraz potencjalne nasilenie procesów naprawczych.
Problem polega na tym, że klasyczny post wodny jest trudny do utrzymania, może być źle tolerowany i nie jest bezpieczny dla wszystkich. Właśnie z tego powodu zespół badaczy związanych m.in. z University of Southern California, w tym Valter Longo, rozwijał koncepcję diety imitującej post. Jej celem nie jest całkowite głodzenie, lecz takie ograniczenie kalorii i odpowiednie ustawienie proporcji makroskładników, aby organizm „odczytał” ten stan jako zbliżony do postu.
W praktyce FMD trwa zwykle pięć dni. Jest to dieta niskokaloryczna, roślinna, uboga w białko i cukry proste, relatywnie bogatsza w tłuszcze nienasycone. Po zakończeniu cyklu pacjent wraca do zwykłego sposobu żywienia. W badaniach analizuje się najczęściej kilka takich cykli wykonywanych w kolejnych miesiącach. USC podaje, że badania nad FMD u ludzi wskazywały m.in. na redukcję insulinooporności, tłuszczu wątrobowego, markerów starzenia układu immunologicznego oraz szacowanego wieku biologicznego.
Czym jest post pozorowany?
Post pozorowany nie jest ani klasyczną dietą redukcyjną, ani głodówką. To krótkotrwały protokół żywieniowy, którego konstrukcja ma znaczenie biologiczne. Organizm nie reaguje bowiem wyłącznie na liczbę kalorii. Istotne są także: ilość białka, dostępność aminokwasów, poziom węglowodanów, indeks insulinowy posiłków, rodzaj tłuszczów oraz czas trwania deficytu energetycznego.
W najprostszym ujęciu FMD zakłada:
- znaczące ograniczenie kalorii przez pięć dni,
- niską podaż białka,
- niską podaż cukrów prostych,
- dominację składników roślinnych,
- obecność tłuszczów nienasyconych,
- powtarzanie cyklu co pewien czas, zwykle co miesiąc lub co kilka miesięcy, zależnie od protokołu badawczego.
W tym sensie termin „post pozorowany” jest nieco mylący. Nie chodzi o udawanie postu w sensie potocznym, lecz o imitację warunków metabolicznych, jakie pojawiają się w trakcie głodzenia. Organizm otrzymuje pewną ilość energii, ale jednocześnie dostaje sygnał: zasoby są ograniczone, należy przejść w tryb oszczędzania, mobilizacji i naprawy.
Mechanizmy biologiczne: dlaczego pięć dni może mieć znaczenie?
Hipoteza stojąca za FMD opiera się na kilku powiązanych mechanizmach.
Po pierwsze, ograniczenie kalorii i białka zmniejsza aktywność szlaków wzrostowych, takich jak IGF-1, insulina oraz mTOR. Są to szlaki potrzebne do wzrostu, regeneracji i anabolizmu, ale ich przewlekła nadaktywność bywa wiązana z zaburzeniami metabolicznymi i procesami starzenia.
Po drugie, organizm zaczyna silniej korzystać z tłuszczu jako źródła energii. Może to sprzyjać obniżeniu tłuszczu trzewnego i tłuszczu zgromadzonego w wątrobie. To istotne, ponieważ tłuszcz trzewny nie jest jedynie „magazynem energii”. Jest metabolicznie aktywną tkanką, związaną z przewlekłym stanem zapalnym, insulinoopornością i większym ryzykiem chorób sercowo-naczyniowych.
Po trzecie, post i jego imitacje mogą wpływać na procesy autofagii, czyli komórkowego „recyklingu”. Autofagia pozwala komórkom usuwać uszkodzone elementy i odzyskiwać z nich składniki budulcowe. Należy jednak zachować ostrożność: fakt, że dany mechanizm jest biologicznie prawdopodobny, nie oznacza automatycznie, że każda osoba stosująca FMD uzyska klinicznie istotne odmłodzenie organizmu.
Po czwarte, interesującym obszarem jest wpływ na układ odpornościowy. W badaniu opublikowanym w „Nature Communications” analizowano m.in. markery związane z układem immunologicznym, składem krwi oraz wskaźnikami starzenia biologicznego. Autorzy raportowali zmiany sugerujące korzystny wpływ cykli FMD na wybrane parametry związane z wiekiem biologicznym i ryzykiem chorób przewlekłych.
Co faktycznie wykazało badanie z 2024 roku?
Najczęściej cytowane obecnie badanie dotyczące postu pozorowanego zostało opublikowane w 2024 roku w „Nature Communications” pod tytułem „Fasting-mimicking diet causes hepatic and blood markers changes indicating reduced biological age and disease risk”. Autorzy analizowali wpływ cykli FMD na markery związane z wiekiem biologicznym, chorobami metabolicznymi, tłuszczem trzewnym i wątrobowym oraz parametrami krwi.
Według omówienia USC, zastosowanie cykli diety imitującej post wiązało się z redukcją insulinooporności, zmniejszeniem ilości tłuszczu w wątrobie oraz zmianami sugerującymi korzystny wpływ na starzenie układu odpornościowego. USC informowało również, że uczestnicy badania wykazywali obniżenie szacowanego wieku biologicznego.
To ważne, ale wymaga doprecyzowania. „Wiek biologiczny” nie jest tym samym, co wiek metrykalny. Nie oznacza, że człowiek dosłownie staje się młodszy o kilka lat. Jest to modelowy wskaźnik obliczany na podstawie biomarkerów, czyli danych laboratoryjnych, które statystycznie korelują z procesami starzenia i ryzykiem chorób. Jeżeli marker wieku biologicznego spada, jest to interesujący sygnał, ale nie dowód nieśmiertelności, odwrócenia starzenia ani gwarancji dłuższego życia.
Pięć dni: biologia czy chwyt marketingowy?
Popularne media chętnie eksponują formułę „pięciu dni”, bo jest prosta, nośna i medialna. Z naukowego punktu widzenia pięć dni nie jest jednak magiczną liczbą. To raczej praktyczny kompromis między siłą bodźca metabolicznego a tolerancją interwencji przez uczestników badań.
Zbyt krótki okres ograniczenia kalorii mógłby nie wywołać wystarczająco wyraźnych zmian metabolicznych. Zbyt długi mógłby być trudny do utrzymania, zwiększać ryzyko działań niepożądanych i obniżać przestrzeganie zaleceń. Pięć dni to zatem protokół, który okazał się możliwy do zastosowania w warunkach badawczych i wystarczająco intensywny, aby wywołać mierzalne zmiany.
Nie oznacza to jednak, że każdy powinien samodzielnie kopiować taki model. Zwłaszcza osoby z cukrzycą, chorobami przewlekłymi, zaburzeniami odżywiania, niedowagą, chorobami nerek, chorobami wątroby, kobiety w ciąży, osoby starsze i pacjenci onkologiczni nie powinni wdrażać FMD bez konsultacji z lekarzem lub dietetykiem klinicznym.
FMD a rak: najbardziej ryzykowny obszar interpretacji
Największą ostrożność należy zachować przy łączeniu FMD z onkologią. W badaniach przedklinicznych i części badań klinicznych analizowano, czy post lub dieta imitująca post mogą poprawiać tolerancję leczenia przeciwnowotworowego, wpływać na metabolizm komórek nowotworowych albo zmniejszać działania niepożądane terapii. Jest to obszar naukowo interesujący, ale niezwykle podatny na nadużycia.
Nie wolno wyciągać wniosku, że post pozorowany „leczy raka”. Nie jest to alternatywa dla chirurgii, chemioterapii, radioterapii, immunoterapii ani leczenia celowanego. W przypadku choroby nowotworowej samodzielne stosowanie restrykcyjnych diet może być wręcz niebezpieczne, ponieważ wielu pacjentów onkologicznych jest zagrożonych niedożywieniem, sarkopenią i wyniszczeniem.
Jeżeli FMD ma mieć miejsce w onkologii, to wyłącznie jako potencjalne narzędzie wspierające, badane w kontrolowanych warunkach i stosowane pod nadzorem zespołu medycznego. Każda narracja sugerująca, że pięciodniowy post zastępuje leczenie nowotworu, jest naukowo nieuprawniona i etycznie szkodliwa.
FMD a demencja i choroby neurodegeneracyjne
Drugim obszarem budzącym duże zainteresowanie jest wpływ postu na mózg. Teoretycznie mechanizmy takie jak redukcja stanu zapalnego, poprawa wrażliwości insulinowej, wzrost ciał ketonowych czy wpływ na stres oksydacyjny mogą mieć znaczenie dla starzenia układu nerwowego. Jednak przełożenie tych mechanizmów na realną profilaktykę chorób neurodegeneracyjnych wymaga długoterminowych badań klinicznych.
Nie można obecnie odpowiedzialnie twierdzić, że FMD zapobiega chorobie Alzheimera lub ją leczy. Można powiedzieć ostrożniej: poprawa parametrów metabolicznych może być jednym z elementów strategii wspierania zdrowia mózgu, ponieważ metabolizm, stan zapalny i zdrowie naczyń krwionośnych mają znaczenie dla ryzyka zaburzeń poznawczych. To jednak nadal nie jest równoznaczne z klinicznym dowodem skuteczności FMD w leczeniu demencji.
Największa wartość FMD: metabolizm, nie magia
Najbardziej wiarygodny potencjał postu pozorowanego dotyczy dziś raczej zdrowia metabolicznego niż spektakularnego „odmładzania”. Redukcja insulinooporności, zmniejszenie tłuszczu wątrobowego, poprawa wybranych parametrów krwi i wpływ na tłuszcz trzewny są biologicznie spójne oraz klinicznie istotne. To właśnie tutaj FMD może mieć największe znaczenie jako narzędzie okresowej interwencji.
W świecie, w którym dominują nadwyżka kalorii, siedzący tryb życia, przewlekły stres i wysoko przetworzona żywność, krótkie okresy kontrolowanego ograniczenia energetycznego mogą stanowić silny bodziec regulacyjny. Nie dlatego, że organizm potrzebuje „detoksu”, lecz dlatego, że metabolizm człowieka ewolucyjnie nie był projektowany do stałej dostępności kalorii przez całą dobę.
Ograniczenia badań
Każde uczciwe omówienie FMD musi uwzględnić ograniczenia.
Po pierwsze, wiele badań obejmuje stosunkowo krótkie okresy obserwacji. Zmiana biomarkerów po kilku cyklach nie musi oznaczać trwałego obniżenia ryzyka chorób lub wydłużenia życia.
Po drugie, część wyników dotyczy markerów pośrednich, takich jak insulina, tłuszcz wątrobowy, markery zapalne czy algorytmicznie obliczany wiek biologiczny. Są to wskaźniki ważne, ale nie zawsze przekładają się bezpośrednio na twarde punkty końcowe, takie jak zachorowalność, śmiertelność czy liczba incydentów sercowo-naczyniowych.
Po trzecie, FMD nie jest neutralna dla wszystkich. U części osób może powodować osłabienie, bóle głowy, drażliwość, spadki glikemii, problemy z koncentracją lub zaostrzenie istniejących zaburzeń odżywiania. U pacjentów przyjmujących leki hipoglikemizujące, hipotensyjne lub moczopędne ryzyko niepożądanych reakcji może być większe.
Po czwarte, istnieje potencjalny konflikt między nauką a komercjalizacją. FMD bywa przedstawiana jako konkretny gotowy program żywieniowy, co może sprzyjać marketingowemu wyolbrzymianiu wyników. Dlatego konieczne jest oddzielanie danych naukowych od języka sprzedażowego.
Post pozorowany jest jedną z ciekawszych interwencji dietetycznych badanych obecnie w kontekście starzenia, metabolizmu i chorób przewlekłych. Dostępne dane sugerują, że krótkie, cykliczne zastosowanie FMD może korzystnie wpływać na wybrane markery metaboliczne, tłuszcz wątrobowy, insulinooporność, parametry krwi oraz modelowo szacowany wiek biologiczny.
Nie jest to jednak dowód na cudowne odmładzanie organizmu. Nie jest to również metoda leczenia raka, demencji, cukrzycy czy chorób serca w oderwaniu od medycyny opartej na dowodach. Najrozsądniejsza interpretacja brzmi: FMD może być obiecującym narzędziem metabolicznym, ale wymaga dalszych badań, indywidualizacji i ostrożności klinicznej.
W nauce najciekawsze są nie te odkrycia, które obiecują cuda, lecz te, które pomagają lepiej rozumieć organizm. Post pozorowany właśnie do tej kategorii należy. Pokazuje, że ciało nie jest bierną maszyną do spalania kalorii, lecz dynamicznym systemem reagującym na dostępność energii, skład pokarmu i rytm odżywiania. Pięć dni ograniczenia może być dla niego silnym sygnałem. Ale to nadal sygnał biologiczny, nie zaklęcie.
Bibliografia
Brandhorst S. i wsp. „Fasting-mimicking diet causes hepatic and blood markers changes indicating reduced biological age and disease risk”. Nature Communications, 2024;15:1309. DOI: 10.1038/s41467-024-45260-9.
University of Southern California, Leonard Davis School of Gerontology. „Fasting-Mimicking Diet Reduces Biological Age”, 2024.
utworzone przez red. K. Łuczak | kwi 25, 2026 | Badania naukowe
Rak trzustki od lat należy do najbardziej bezwzględnych przeciwników współczesnej onkologii. To nowotwór, który długo potrafi rozwijać się po cichu, często daje niespecyficzne objawy, a gdy zostaje wykryty, bywa już zaawansowany. Statystyki są brutalne: mniej niż 13 proc. chorych przeżywa pięć lat od rozpoznania. Dlatego każda metoda, która daje choćby realny sygnał poprawy rokowania, budzi ogromne zainteresowanie lekarzy, naukowców i pacjentów.
Jednym z najbardziej obiecujących kierunków ostatnich lat jest spersonalizowana szczepionka mRNA stosowana nie profilaktycznie, jak szczepionki przeciw chorobom zakaźnym, lecz terapeutycznie — jako element leczenia nowotworu. Mowa o podejściu, które można nazwać immunoterapią szytą na miarę. Nie chodzi tu o gotowy preparat podawany wszystkim pacjentom w identycznej formie, ale o szczepionkę projektowaną indywidualnie na podstawie materiału genetycznego guza konkretnego chorego.
Mechanizm tej terapii jest fascynujący. Po operacyjnym usunięciu guza naukowcy analizują jego materiał genetyczny i szukają mutacji charakterystycznych dla nowotworu danego pacjenta. Na tej podstawie wybierane są tzw. neoantygeny, czyli zmienione fragmenty białek, które mogą odróżniać komórki rakowe od zdrowych komórek organizmu. Następnie przygotowywana jest szczepionka mRNA zawierająca instrukcję, dzięki której układ odpornościowy ma nauczyć się rozpoznawać te specyficzne cechy nowotworu. Celem jest pobudzenie limfocytów T do wyszukiwania i niszczenia komórek rakowych, które mogły pozostać w organizmie po operacji, zanim doprowadzą do wznowy choroby.
Największe zainteresowanie wzbudziły wyniki małego badania fazy I, w którym uczestniczyło 16 pacjentów po chirurgicznym usunięciu raka trzustki. Połowa z nich wytworzyła silną odpowiedź immunologiczną po podaniu spersonalizowanej szczepionki mRNA. To ważne, ponieważ przez lata rak trzustki uchodził za nowotwór wyjątkowo trudny do pobudzenia immunologicznego. Jego mikrośrodowisko skutecznie hamuje reakcję obronną organizmu, a klasyczne formy immunoterapii nie przynosiły dotąd tak spektakularnych efektów jak w czerniaku czy niektórych typach raka płuca.
Tymczasem u pacjentów, którzy odpowiedzieli na szczepionkę, zaobserwowano nie tylko aktywację limfocytów T, ale także długotrwałość tej odpowiedzi. Po kilku latach od leczenia większość osób z tej grupy nadal żyła, a część pozostawała bez wznowy choroby. To nie oznacza jeszcze przełomu w sensie gotowej, zatwierdzonej terapii, ale jest bardzo mocnym sygnałem biologicznym: układ odpornościowy można nauczyć rozpoznawania raka trzustki, a taka reakcja może utrzymywać się przez lata.
Szczególnie interesujące są obserwacje dotyczące dwóch typów limfocytów T. Pierwsze z nich, limfocyty cytotoksyczne, działają jak wyspecjalizowani zabójcy komórek nowotworowych. Gdy rozpoznają właściwy cel, mogą bezpośrednio niszczyć komórki raka. Drugie, limfocyty pomocnicze, nie pełnią roli bezpośrednich „egzekutorów”, ale wspierają i podtrzymują całą odpowiedź immunologiczną. To właśnie współpraca tych dwóch populacji komórek może być jednym z kluczy do trwałości efektu. W onkologii nie wystarczy bowiem wywołać krótkotrwałą reakcję. Prawdziwym celem jest stworzenie pamięci immunologicznej, która będzie czuwać nad organizmem długo po zakończeniu leczenia.
Trzeba jednak zachować ostrożność. Badanie objęło bardzo niewielką grupę chorych, a więc nie pozwala jeszcze mówić o skuteczności potwierdzonej na dużą skalę. Ponadto pacjenci otrzymywali leczenie skojarzone, obejmujące nie tylko szczepionkę, ale również inne elementy terapii onkologicznej, w tym immunoterapię i chemioterapię. Nie można więc całkowicie oddzielić wpływu samej szczepionki od wpływu całego schematu leczenia. Ważne jest również to, że odpowiedź immunologiczna pojawiła się u połowy badanych, a nie u wszystkich. To rodzi kolejne pytania: dlaczego jedni pacjenci reagują silnie, a inni nie? Czy decyduje jakość neoantygenów, stan układu odpornościowego, cechy mikrośrodowiska guza, a może czas rozpoczęcia leczenia po operacji?
Na te pytania mają odpowiedzieć większe badania. Firmy Genentech i BioNTech rozpoczęły już badanie fazy II, które ma sprawdzić, czy spersonalizowana szczepionka mRNA rzeczywiście przekłada się na wydłużenie życia większej liczby pacjentów z rakiem trzustki. To kluczowy etap. W onkologii wiele terapii wyglądało obiecująco w małych, wczesnych badaniach, ale dopiero większe próby pokazywały ich rzeczywistą wartość kliniczną. Dlatego obecnie najbardziej uczciwa ocena brzmi: mamy do czynienia z jednym z najciekawszych sygnałów w leczeniu raka trzustki od lat, ale nie z gotowym standardem leczenia.
Osobnym problemem pozostaje koszt takiej terapii. Spersonalizowana szczepionka mRNA nie jest produktem masowym. Każdy preparat trzeba zaprojektować osobno dla konkretnego pacjenta, na podstawie sekwencjonowania jego guza i zaawansowanej analizy bioinformatycznej. Według wypowiedzi przedstawicieli BioNTech koszt wytworzenia jednej indywidualnie projektowanej dawki udało się obniżyć z około 350 tys. do około 100 tys. dolarów. To nadal ogromna kwota, a trzeba pamiętać, że mówimy wyłącznie o koszcie produkcji, nie o całkowitym koszcie leczenia, diagnostyki, hospitalizacji, logistyki i opieki medycznej. Niektóre analizy sugerują, że pełna kuracja spersonalizowaną terapią przeciwnowotworową może dziś na Zachodzie sięgać nawet około miliona dolarów. Z drugiej strony rozwój technologii mRNA, automatyzacja produkcji i konkurencja mogą w przyszłości istotnie obniżyć te koszty.
Mimo tych zastrzeżeń kierunek jest niezwykle ważny. Szczepionki mRNA, kojarzone przez opinię publiczną głównie z pandemią COVID-19, mogą stać się jedną z najważniejszych platform nowoczesnej onkologii. Ich przewaga polega na elastyczności: można je stosunkowo szybko projektować, modyfikować i dopasowywać do indywidualnych cech choroby. W przypadku raka trzustki, gdzie możliwości leczenia są ograniczone, a ryzyko nawrotu po operacji bardzo wysokie, nawet częściowe zwiększenie skuteczności terapii uzupełniającej miałoby ogromne znaczenie.
Nie należy jednak budować fałszywej nadziei. Ta metoda nie jest jeszcze dostępna jako rutynowe leczenie i nie wiadomo, czy potwierdzi swoją skuteczność w większych badaniach. Nie wiadomo też, jak wielu pacjentów mogłoby z niej realnie skorzystać, jak dobrać osoby z największą szansą odpowiedzi oraz jak zapewnić dostęp do tak kosztownej i skomplikowanej technologii. Ale już dziś można powiedzieć jedno: wyniki badań nad spersonalizowaną szczepionką mRNA pokazują, że rak trzustki nie musi być całkowicie niewidzialny dla układu odpornościowego.
To być może najważniejsza wiadomość. Nie chodzi wyłącznie o jedną szczepionkę czy jedną firmę. Chodzi o dowód, że nawet w jednym z najtrudniejszych nowotworów można znaleźć biologiczny punkt zaczepienia i wykorzystać go do stworzenia precyzyjnej, indywidualnej terapii. Jeżeli kolejne badania potwierdzą dotychczasowe obserwacje, spersonalizowane szczepionki mRNA mogą stać się początkiem nowego etapu w leczeniu raka trzustki — etapu, w którym układ odpornościowy pacjenta nie jest biernym świadkiem choroby, ale aktywnym uczestnikiem walki z nowotworem.
utworzone przez red. K. Łuczak | sie 29, 2025 | Badania naukowe, Nauki medyczne i o zdrowiu
Glejaki, zwłaszcza glejak wielopostaciowy (glioblastoma multiforme, GBM), należą do najbardziej agresywnych nowotworów ośrodkowego układu nerwowego. Charakteryzują się wysoką opornością na leczenie standardowe, obejmujące chirurgię, radioterapię i chemioterapię. W ostatnich latach rośnie zainteresowanie immunoterapią, a szczególnie terapią CAR-T (chimeric antigen receptor T-cell therapy), która zrewolucjonizowała leczenie niektórych nowotworów hematologicznych. Nowe badanie przeprowadzone w Mass General Cancer Center wskazuje, że zmodyfikowana wersja terapii CAR-T może być potencjalnie przełomowym podejściem w terapii guzów mózgu.
Glejak wielopostaciowy pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej onkologii. Średni czas przeżycia pacjentów wynosi zaledwie 12–18 miesięcy od diagnozy, a odsetek pięcioletnich przeżyć jest niższy niż 10%. Standardowe leczenie opiera się na resekcji chirurgicznej guza, uzupełnionej o radioterapię i temozolomid, jednakże niemal zawsze dochodzi do nawrotu choroby.
Terapie komórkowe, w tym CAR-T, polegają na przeprogramowaniu własnych limfocytów T pacjenta w celu rozpoznawania specyficznych antygenów nowotworowych. Dotychczasowe próby zastosowania CAR-T w guzach litych, takich jak glejak, były ograniczone przez heterogeniczność guza i jego mechanizmy immunosupresyjne.
Materiał i metody
W pilotażowym badaniu klinicznym fazy wstępnej wzięło udział trzech pacjentów z rozpoznanym agresywnym glejakiem opornym na standardowe metody leczenia. U chorych zastosowano innowacyjną wersję CAR-T, w której połączono dwie strategie:
- Rozszerzenie zakresu rozpoznawania antygenów nowotworowych – tak, aby terapia mogła atakować większą liczbę typów komórek nowotworowych.
- Modyfikację funkcji komórek T – w celu zwiększenia ich zdolności do przełamywania immunosupresyjnego mikrośrodowiska guza.
Pacjentom podano pojedynczą dawkę zmodyfikowanych komórek CAR-T, a następnie monitorowano dynamikę zmian guza za pomocą obrazowania metodą rezonansu magnetycznego (MRI) oraz ocen klinicznych.
Obiecujące wyniki
Efekty terapeutyczne były niezwykle szybkie i spektakularne:
- U jednego z pacjentów doszło do niemal całkowitej regresji guza w ciągu kilku dni od podania komórek CAR-T.
- U innego chorych odnotowano zmniejszenie objętości guza o ponad 60%, które utrzymywało się przez ponad sześć miesięcy.
- Trzeci pacjent również doświadczył istotnego zmniejszenia masy guza, co przełożyło się na poprawę jakości życia.
Mimo że u wszystkich pacjentów ostatecznie doszło do progresji nowotworu, uzyskane wyniki wskazują na zdolność nowej terapii do szybkiej i silnej odpowiedzi przeciwnowotworowej w przypadku glejaka.
Co dalej?
Badanie to stanowi dowód koncepcji (proof of concept), że zmodyfikowana terapia CAR-T może stać się skuteczną metodą w leczeniu guzów mózgu. W porównaniu z wcześniejszymi próbami zastosowania CAR-T w glejaku, podejście wykorzystane przez zespół Mass General Cancer Center pozwoliło na obejście ograniczeń wynikających z heterogeniczności guza.
Należy jednak podkreślić, że guzy ostatecznie powróciły, co wskazuje na konieczność dalszego doskonalenia tej terapii. Możliwe kierunki badań obejmują:
- łączenie CAR-T z innymi metodami immunoterapii, np. inhibitorami punktów kontrolnych (immune checkpoint inhibitors),
- wielokrotne podania terapii zamiast pojedynczej dawki,
- dalsze zwiększenie zdolności CAR-T do penetracji bariery krew–mózg.
Kilka istotnych wniosków
Wstępne wyniki badań nad zmodyfikowaną terapią CAR-T w leczeniu glejaka wielopostaciowego są obiecujące i otwierają nowe perspektywy dla pacjentów z tym śmiertelnym nowotworem. Choć potrzebne są dalsze badania kliniczne na większej grupie chorych, szybka i silna odpowiedź przeciwnowotworowa obserwowana w pierwszych próbach stanowi przełom w dążeniu do opracowania skutecznych metod leczenia guzów mózgu.
utworzone przez red. K. Łuczak | sie 13, 2025 | Badania naukowe, Nauki inżynieryjno-techniczne, Nauki ścisłe i przyrodnicze
Na początku sierpnia stolica Chin zamieniła się w centrum rywalizacji najbardziej utalentowanej młodzieży z całego globu. Do Pekinu zjechało ponad 280 uczestników reprezentujących kilkadziesiąt krajów, by zmierzyć się w Międzynarodowej Olimpiadzie Sztucznej Inteligencji. W tej elitarnej stawce Polacy nie tylko zaznaczyli swoją obecność — oni ją zdominowali.
Lider wśród liderów
Najgłośniejszym nazwiskiem olimpiady został Krzysztof Rojek z III Liceum Ogólnokształcącego im. Adama Mickiewicza we Wrocławiu. Młody pasjonat AI zdobył złoty medal i jednocześnie najwyższą liczbę punktów w całej stawce. Jego wynik to dowód nie tylko na ogromny talent, ale i niezwykłą determinację — zaledwie trzy lata temu rozpoczął naukę programowania sztucznej inteligencji, w dużej mierze samodzielnie.
Deszcz medali dla biało-czerwonych
Polska drużyna wraca z Pekinu z siedmioma medalami indywidualnymi:
- Złoto: Krzysztof Rojek, Dawid Kot, Tymoteusz Stępkowski
- Srebro: Michał Karp, Jan Kociszewski, Mateusz Kwietniewski
- Brąz: Bartosz Trojan
To bilans, który stawia naszą reprezentację w absolutnej światowej czołówce.
Podium razy dwa
Oprócz indywidualnych sukcesów Polacy zachwycili także w rywalizacji drużynowej. W konkursie programowania robotów zdobyli:
- Pierwsze miejsce: Michał Karp, Dawid Kot, Mateusz Kwietniewski, Bartosz Trojan
- Trzecie miejsce: Antoni Kamiński, Jan Kociszewski, Krzysztof Rojek, Tymoteusz Stępkowski
To pokaz siły zespołowej pracy, koordynacji i umiejętności strategicznych.
Rywalizacja z gigantami
Zwycięstwo w Pekinie ma szczególną wagę, bo Polacy pokonali drużyny z technologicznych potęg — m.in. Chin, Stanów Zjednoczonych czy Korei Południowej. To kraje, które inwestują w rozwój sztucznej inteligencji ogromne środki finansowe, a mimo to ustąpiły miejsca naszej młodzieży.
Inwestycja w przyszłość
Sukces ten to nie tylko powód do dumy, ale i sygnał dla polskiej edukacji. Pokazuje, że przy odpowiednim wsparciu i dostępie do nowoczesnych narzędzi, młodzi Polacy mogą rywalizować jak równy z równym z najlepszymi na świecie. To także dowód, że pasja i zaangażowanie potrafią przynieść efekty, które jeszcze niedawno wydawały się poza zasięgiem.
– Mamy znakomitą młodzież i niezwykły potencjał rozwoju w strategicznych obszarach dzisiejszego świata. Z tak dużymi talentami możemy mieć realny wpływ na przyszłość, która w dużej mierze zależy od stopnia zaawansowania technologii, jakimi dysponuje społeczeństwo. Niewątpliwie sztuczna inteligencja jest jednym z największych darów, ale i wyzwań we współczesnej cywilizacji. Dzięki pracy i badaniom wykwalifikowanych specjalistów możemy ze spokojem patrzeć w przyszłość w tym zakresie. Mam nadzieję, że będziemy mogli to robić m.in. z laureatami światowej olimpiady AI. W imieniu całej społeczności Uniwersytetu Warszawskiego serdecznie gratuluję i zapraszam na Uniwersytet Warszawski – mówi prof. Alojzy Z. Nowak, rektor UW.
utworzone przez red. K. Łuczak | sie 7, 2025 | Badania naukowe, Rozwój uczelni
Współczesna nauka zmienia się w tempie, jakiego nie obserwowaliśmy od dekad. Wpływ na to mają nie tylko globalne wydarzenia – pandemia, wojna w Ukrainie czy reformy systemów akademickich – ale także rewolucja technologiczna, w tym szybki rozwój sztucznej inteligencji. W tym dynamicznym środowisku młodzi badacze muszą odnaleźć własny sposób komunikowania się ze światem nauki. Temu właśnie poświęcony jest projekt badawczy kierowany przez prof. Marzenę Świgoń.
Projekt o globalnym zasięgu
Badania prowadzone w Polsce są częścią szerokiej, międzynarodowej inicjatywy, w której uczestniczą naukowcy z wielu kontynentów. Celem jest poznanie, w jaki sposób wczesna faza kariery akademickiej kształtuje podejście do wyszukiwania informacji, publikowania wyników, korzystania z recenzji, dbania o reputację i stosowania zasad etyki w pracy naukowej.
Humanistyka w centrum uwagi
Dotychczas podobne projekty obejmowały głównie nauki ścisłe, techniczne i społeczne. Tym razem w badaniach skupiono się na humanistach, teologach i artystach – przedstawicielach takich dziedzin jak literaturoznawstwo, językoznawstwo, filozofia, historia, polonistyka, archeologia, sztuki muzyczne czy teatralne.
Jak wyglądało badanie
Respondentami byli doktoranci oraz osoby, które obroniły doktorat w ciągu ostatnich siedmiu lat. Zrealizowano dwa cykle pogłębionych wywiadów – wiosną 2023 i 2024 roku. Rozmowy były nagrywane, transkrybowane, a następnie analizowane pod kątem pojawiających się trendów i problemów.
Tematy rozmów
Uczestnicy opowiadali o swoich doświadczeniach w publikowaniu i recenzowaniu prac, o presji związanej z osiągnięciami, a także o korzystaniu z nowych technologii, w tym narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Poruszano kwestie wpływu AI na produktywność i wiarygodność badań, ale także na komfort pracy naukowca.
Pierwsze wnioski
Choć analiza materiału wciąż trwa, już teraz można zauważyć kilka wyraźnych tendencji. Wielu młodych badaczy czuje się przeciążonych obowiązkami, a część z nich przyznaje, że doświadcza wypalenia zawodowego. Widać również wyraźny wzrost zainteresowania wykorzystaniem sztucznej inteligencji – w ciągu roku od pierwszej tury wywiadów znacznie zwiększyła się liczba osób, które stosują AI w codziennej pracy.
Dlaczego to ważne
Zrozumienie, jak młodzi badacze komunikują swoje wyniki i jakie narzędzia wybierają, może pomóc w projektowaniu lepszego systemu wsparcia dla nauki – zarówno w Polsce, jak i na świecie. To także szansa na wypracowanie nowych standardów w erze cyfrowej, w której granice między dziedzinami i kontynentami zacierają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.
/fot. uwm.edu.pl/
utworzone przez red. K. Łuczak | sie 3, 2025 | Badania naukowe
Prof. dr hab. Marcin Woźniak z Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum UMK weźmie udział w analizie mikroglonów przywiezionych z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej przez astronautę Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego w ramach misji Ignis – pierwszej polskiej technologiczno-naukowej wyprawy na ISS.
Woźniak, jako doradca naukowy wrocławskiej firmy Extremo Technologies, współrealizuje eksperyment Space Volcanic Algae, mający na celu ocenę wpływu mikrograwitacji na dwa gatunki ekstremofilnych glonów. Ich hodowle, umieszczone w specjalnym urządzeniu ICE Cube, były monitorowane na ISS pod kątem m.in. produkcji tlenu i fotosyntezy.
Po powrocie na Ziemię glony zostaną poddane testom genetycznym, epigenetycznym i transkryptomicznym. – Będziemy porównywać zmiany w genomie, ekspresji genów i wzorcach epigenetycznych między glonami z kosmosu a tymi z hodowli naziemnej – tłumaczy prof. Woźniak.
Zebrane dane zostaną zintegrowane z wynikami mikroskopowymi, analizami metabolitów oraz odczytami z czujników ICE Cube. Celem jest ocena potencjału glonów w przyszłych misjach kosmicznych – m.in. jako źródła tlenu i składników odżywczych.
– To dowód, że polska nauka staje się częścią globalnych wyzwań technologicznych – mówi prof. Adam Kola, prorektor UMK. – Jesteśmy dumni, że nasz uniwersytet współuczestniczy w tak przełomowym projekcie.
Podczas 14-dniowej misji astronauta przeprowadzi 13 eksperymentów naukowych i program edukacyjny dla dzieci i młodzieży, badając m.in. zdrowie, mikrobiom, nowe materiały i zastosowania AI w kosmosie.
[fot. portal.umk.pl]