Ceny paliw w Polsce rosną z dwóch powodów, które nałożyły się na siebie niemal w tym samym czasie. Pierwszy jest krajowy i wynika z zakończenia czasowej osłony podatkowej. Drugi ma charakter globalny: drożeją ropa oraz gotowe paliwa, a szczególnie olej napędowy.

Pod koniec lipca średnia cena Pb95 wynosiła w Polsce 7,29 zł za litr, a diesla 7,64 zł. Najnowsze prognozy wskazywały, że w kolejnym tygodniu olej napędowy może kosztować na stacjach od 7,99 do 8,15 zł za litr.

Warto przy tym oddzielić dwa pytania. Jedno brzmi: dlaczego paliwa są obecnie drogie? Drugie: dlaczego ich cena tak szybko wzrosła w lipcu? W przypadku obu odpowiedź jest podobna, ale proporcje poszczególnych czynników są inne.

Koniec osłony podatkowej podniósł ceny o około 1,2 zł na litrze

Do 30 czerwca obowiązywał program „Ceny Paliw Niżej”. Obniżono w nim VAT na benzynę i diesel z 23 do 8 proc., a akcyzę zmniejszono o 29 groszy na litrze benzyny i 28 groszy na litrze oleju napędowego.

Rząd szacował, że łączny efekt tych rozwiązań wynosił około 1,20 zł na litrze paliwa.

Po powrocie do standardowych stawek ceny musiały wzrosnąć, nawet gdyby cena ropy i gotowych paliw na światowych rynkach pozostała bez zmian. Przy obecnych poziomach cen sam efekt 23-procentowego VAT i pełnej akcyzy można oszacować na około 1,20 zł na litrze Pb95 oraz około 1,23 zł na litrze ON.

To nie znaczy, że każda stacja podniosła ceny dokładnie o taką samą kwotę. Różnią się terminy dostaw, zapasy i polityka cenowa poszczególnych sieci. Skala wpływu podatków jest jednak bezdyskusyjna.

Według danych BM Reflex od początku lipca benzyna Pb95 podrożała średnio o 1,47 zł na litrze, a olej napędowy o 1,75 zł. Oznacza to, że po zakończeniu osłony podatkowej doszedł jeszcze wyraźny wzrost rynkowego kosztu paliwa.

Cena na stacji to nie tylko cena ropy

W publicznej dyskusji ceny paliw często sprowadza się do notowań ropy Brent. To uproszczenie. Ropa jest najważniejszym surowcem, ale kierowca kupuje produkt gotowy: benzynę lub olej napędowy.

Na cenę litra paliwa wpływają między innymi:

  • cena ropy i kurs dolara;
  • koszt przerobu w rafinerii;
  • dostępność gotowej benzyny i diesla na rynku europejskim;
  • transport, magazynowanie oraz obowiązkowe domieszki biokomponentów;
  • podatki i opłaty publiczne;
  • marże hurtowe oraz detaliczne.

Dlatego cena diesla może rosnąć szybciej niż cena ropy. Rynek może być wystarczająco zaopatrzony w surowiec, a jednocześnie odczuwać niedobór gotowego oleju napędowego.

Międzynarodowa Agencja Energetyczna zwraca uwagę, że dostawy produktów rafinowanych z Bliskiego Wschodu odbudowują się wolniej niż dostawy ropy. Jednocześnie ograniczenia pracy rosyjskich rafinerii i eksportu paliw pogłębiły napięcie na rynku diesla. Marże rafineryjne dla paliw wzrosły na początku lipca do poziomów najwyższych od kilku lat.

Dlaczego sytuacja w Ormuzie wpływa na Polskę?

Często pojawia się argument, że Orlen nie musi sprowadzać ropy przez Cieśninę Ormuz, więc tamtejsze problemy nie powinny istotnie wpływać na ceny w Polsce. Z punktu widzenia ekonomii ten argument jest niepełny.

Ropa i paliwa są towarami wycenianymi na rynku globalnym. Gdy przez Ormuz nie przepływa istotna część światowej podaży, rafinerie w Azji, Europie i Ameryce zaczynają konkurować o alternatywne dostawy. Drożeją wtedy nie tylko gatunki ropy z Zatoki Perskiej, lecz także ropa z Morza Północnego, Afryki czy USA. Rośnie też koszt transportu, ubezpieczenia i dostarczenia paliwa do odbiorcy.

Przed kryzysem przez Ormuz przepływało około 20 mln baryłek ropy i produktów naftowych dziennie. W okresie największych zakłóceń przepływy spadły do kilku milionów baryłek.

Nie ma więc znaczenia wyłącznie to, którędy płynęła konkretna dostawa kupiona wcześniej przez daną firmę. Liczy się także koszt kolejnej dostawy i cena, po której można zastąpić paliwo importem.

ORLEN informuje, że po odejściu od rosyjskiej ropy kupuje surowiec z wielu kierunków: z Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej, Morza Północnego, Afryki oraz obu Ameryk. Spółka nie publikuje jednak szczegółowych tras wszystkich bieżących transportów.

Diesel jest dziś szczególnie wrażliwy

Olej napędowy jest paliwem kluczowym dla transportu ciężarowego, rolnictwa, logistyki i części przemysłu. Jego niedobór szybciej przekłada się na ceny niż w przypadku benzyny.

W pierwszej połowie lipca rosyjski eksport diesla i gasoil wyraźnie spadł. Był to efekt problemów krajowych rafinerii oraz ograniczeń eksportowych. Dla europejskiego rynku oznaczało to kolejne uszczuplenie podaży paliwa, które już wcześniej było relatywnie drogie.

To tłumaczy, dlaczego diesel podrożał mocniej niż benzyna. W cenniku hurtowym z 24 lipca cena oleju napędowego, po doliczeniu VAT, przekraczała 8 zł za litr jeszcze przed kosztami dystrybucji i marżą stacji. Ceny detaliczne zwykle reagują na takie zmiany z opóźnieniem, ponieważ część paliwa na stacjach została kupiona wcześniej.

Podatki nadal stanowią dużą część ceny

Przy średniej cenie 7,29 zł za litr Pb95 około 3,18 zł stanowią VAT, akcyza, opłata paliwowa i opłata emisyjna. W przypadku diesla, przy cenie 7,64 zł, analogiczne obciążenia wynoszą około 3,12 zł.

To oznacza, że podatki i opłaty publiczne stanowią około 44 proc. ceny benzyny oraz 41 proc. ceny diesla. Pozostała część nie jest jednak czystym zyskiem producenta czy stacji. Obejmuje koszt surowca, przerób w rafinerii, transport, magazynowanie, obowiązki regulacyjne, finansowanie zapasów oraz marże podmiotów działających w całym łańcuchu dostaw.

Z samych cen wyświetlanych na pylonach nie można więc uczciwie wyciągnąć wniosku, że obecne podwyżki są wyłącznie skutkiem wysokiej marży Orlenu. Zwłaszcza w przypadku diesla dane hurtowe pokazują, że detal dopiero nadrabia wcześniejszy wzrost kosztu paliwa.

Co z tego wynika?

Obecne ceny paliw w Polsce są rezultatem dwóch nakładających się zjawisk. Pierwszym jest zakończenie czasowych preferencji podatkowych. Drugim jest wzrost cen ropy i gotowych paliw na rynku światowym, szczególnie oleju napędowego.

Sytuacja wokół Ormuzu wpływa na polskie ceny nie dlatego, że każdy litr paliwa fizycznie tamtędy przypływa. Wpływa dlatego, że zakłócenia na jednej z najważniejszych tras energetycznych świata podnoszą koszt ropy i paliw dla wszystkich uczestników rynku.

Dopóki nie uspokoi się rynek gotowych paliw, a zwłaszcza diesla, trudno oczekiwać szybkiego i trwałego spadku cen na stacjach.